czwartek, 21 listopada 2013

Zobaczcie same :)

Dostałam tą kombinację zdjęć w prezencie od siostry.

Łza w oku się zakręciła.

Napatrzeć się nie mogłam,
nadziwić...

Dla mnie to piękne, a niespodzianka o tyle lepsza, że zdjęcia z lewej nigdy nie widziałam i nie miałam go w rękach.

Zobaczcie same ' True strory ' Justyna i Julka.


Na pewno to djęcie znajdzie miejsce w olbrzymim formacie w naszym salonie ...

juSia

wtorek, 19 listopada 2013

Di aj łaj ;) DIY barierka do dużego łóżka dziecięcego :)

Dziś post z serii bardzo zaległych, gdyż Julka w swoim łóżku śpi już od dawna.
Początkowo nie myślałam o barierce ochronnej, nie ma się co oszukiwać rynek jest mega ubogi w tego typu rzeczy. 
Podkładałam kołdry, koce, amortyzowałam ewentualny Julkowy upadek na parkiet ;) a jednak pomyślałam że nie chcę sytuacji kiedy leci z łóżka w półśnie i wystraszona płacze w pokoju.
 Postanowiłam że kupię, bądź zrobię.... cokolwiek.

Jednocześnie musimy pamiętać, że barierka na łóżko to nie jest rzecz na którą chcieli byśmy wydać kupę kasy, bo i po co ;)

Szukałam, grzebałam i znalazłam nie daleko bo w IKEA. Barierka na łózko, fajna, ładna, prosta, dobrze wykonana.... aleee za mała, to jest barierka do łóżeczek dziecięcych o mniejszych gabarytach. Dla nas niestety za mała i zbyt płytka.

oto ona
 
A jednak zdecydowaliśmy się na jej zakup, ponieważ ma świetne mocowanie do łóżka, klipsy pasują do wielu rodzajów i grubości ram łóżek, są podklejone gumą, dzięki czemu nie niszczą mebla.

Postanowiliśmy więc wykorzystać metalowe klipsy z barierki Ikea i dokręcić do nich barierkę o wymiarach które nam odpowiadały. 
Z pomocą przyszedł market budowlany Bricoman i biała oklejona deska o wartości 30 zł.

teraz wygląda to tak





My jesteśmy zadowoleni ;) wszystko świetnie trzyma się 'kupy', testujemy już sporo czasu i jest ok.

A tak całkiem od czapy, ostatnio bardzo dużo pracuje i dlatego dziś będzie cudowny czas relaxu z przyjaciółką... basen i sauna i nic więcej mi po pracy nie trzeba, chociaz przydał by się jeszcze Julinowy buziak :)

pozdrawiam 
juSia

środa, 13 listopada 2013

Z serca

Rzecz nie codzienna o której mówi tytuł notki to ekhm  ...choroba.
Julka choruje tak rzadko, w ciągu roku choroba zdarza się jej raz, góra dwa razy.

Wiadomo rodzi ona bezsilność matki. Bo choć gorączki  na szczęście nie widać.
To z noska kapie ciurkiem. Przyplątało się jesienne przeziębienie.

Na szczęście sok z malin domowej roboty babci Oli jest niezastąpiony.
Będziemy więc kurować.

Mama w pracy, Julisia u dziadków. Trzeba działać, bo święta tuż tuż.
W Tulimy pracy od groma, co poniekąd baaardzo mnie cieszy.
Tata wyjechał. Zostałyśmy więc same.

Muszę przyznać tak całkiem z głębi serca, że źle znoszę rozstania z mężem. Wicie jak to jest jak jest to czasem znieść nawzajem się nie możemy, bywają takie chwile.
Ale jak go nie ma to jest bardzo źle. Kurcze muszę to powiedzieć głośno, nie potrafię żyć bez niego.

Kiedy jest w domu, jest całkiem inaczej. Jestem bardziej spokojna. Jest bezpiecznie.

A kiedy już zbliża się czas wyjazdu, wtedy nie ma końca tuleniu, uściskom, pocałunkom, czułym słowom.
Myślę że oboje to przezywamy. Wiem tez jak Kamil tęskni szaleńczo za Julką. Są tak przywiązaniu że nie potrafią bez siebie wytrzymać.

Jeszcze kilka dni i znów się zobaczymy. Nie mogę się doczekać.

Ostatnio tyci sklepem zainteresowały się media, możecie przeczytać o nas tu.





 Plan na najbliższy czas? Jeszcze bardziej uwierzyć w siebie i swoje możliwości.
 Przeczytać ''Sekret''

Pozdrawiam
juSia




wtorek, 5 listopada 2013

I jak tu nie kochać poranków?

Kiedy z głębi mieszkania słychać odgłos tupiących bosych stópek małej damy.
Jest 8.00. Dama biegnie co tchu, żeby zaraz wskoczyć do łóżka mamy i taty i potulić się choć odrobinkę, zanim trzeba będzie szykować się do pracy.

Niby nic, a daje takiego powera na cały dzień.
Takie poranki to nasze najpiękniejsze. Najcenniejsze.

Poza tym, kawa w łóżku tak dobrze smakuje ;)

***

Weekend minął pod znakiem spotkań z rodziną. 
Bardzo lubię ten czas kiedy możemy się wszyscy zobaczyć, a dzieciaki nie mogą się sobą nacieszyć.
Chciała bym też, żeby Jula, kiedy  tylko możliwe odwiedzała swoich pradziadków.
Obrzędy, tradycje moich dziadków są dla mnie tak ważne i fascynujące, że chciała bym żeby jak najwięcej z tego zapamiętała. Bo to wszystko przecież przemija z czasem. 

Dla mnie to spotkania nradzinne przy wielkim stole.
To opowieści babci o, których nie da się przestać myśleć z ciekawości co było dalej. 
Babcine okurzone pudełeczko z czarno białymi zdjęciami.
To pyszne jedzenie gotowane na piecu.

Ja tak to wszystko zapamiętałam i chcę, żeby tak pamiętała to Ona.




***

Mam tu dla Was adres funpage'u mojego sklepu https://www.facebook.com/pages/Tulimy 

juSia

czwartek, 31 października 2013

Jest dobrze

Jak dobrze jest móc w końcu napisać kilka zdań.
Nigdy nie pomyślała bym że tak będzie mi brakowało bloga.

I że te wirtualne znajomości z Wami mogą sprawiać tyle radochy. Chociaż moje posty należą ostatnio do rzadkości to możecie mieć bezwzględną pewność, że wciąż do Was zaglądam i czytam Wasze blogi i jestem ciekawa co u waszych maluchów.

Ale jest też druga strona medalu, bo skoro mnie tu nie ma i nie mogę znaleźć nawet chwili żeby pisać bloga, bo wieczorem padam z nóg to może oznaczać tylko jedno ! ;) W firmie dzieje się dobrze i oby tak dalej.

Moje marzenia się spełniają
Jestem żoną, jestem mamą, a teraz potrzebuję spełnić się zawodowo.

P.S Mogę zdradzić jeszcze jedną rzecz z moje tak zwanej  wish listy ;)
Od dłuższego czasu marzy mi się spotkanie z Wami, z mamami, z blogerkami ;) Nieodpartą mam chęć poznać Panienkę Mi, niesamowicie potrafi mnie inspirować do różnych działań. Może kiedyś mi się to uda i będę mogła odhaczyć to ze swojej listy marzeń :)


Obiecuję, pokazać Wam niedługo kawałek mojego sklepu, a póki co pokażę Nas bo przeciez tak dawno się nie widziałyśmy


P.S 2 Julina za chwilkę skończy 21 miesięcy !

Pozdrawiam mocno
juSia

środa, 25 września 2013

Aventowy ciąg dalszy ;)

Jeśli  śledzicie bloga od dawna to wiecie że jestem miłośniczką niekapków firmy Avent.
Nie lubię tekstów sponsorowanych i ten do takich nie należy, przekazuję Wam swoją opinię dziecięcych gadżetów które mnie zachwycają.

Czasem ktoś powie Avent - drogo, ja odpowiem Avent - praktyczny, pomocny, genialne rozwiązania warte wydanych pieniążków.

O poprzednich dwóch niekapkach pisałam tu.  Dziś o kolejnym trzecim i myślę,ostatnim, jako że ma on służyć przygotowaniu do picia ze szklanki.
Mowa o modelu nie kapka Avent 360.

O ile wprowadzenie poprzednich dwóch buteleczek wymagało co najmniej 2-3 dni przyzwyczajenia, o tyle w nowym kubeczku 360 Julka zakochała się od pierwszego wejrzenia i od  razu rozkminiła o co kaman :)

Wszystko razem przetestowałyśmy i nie jest nawet tak jak napisał producent na opakowaniu, z kubeczka nie trzeba wysysać picia, leci ono samo, ponieważ wieczko jest ruchome. W momencie przyciśnięcia wieczka górną wargą ust, napój zaczyna sam lecieć :) Tym samym kubeczek nadal pozostaje świetnym nie kapkiem.

Przedstawiamy Wam zatem jaśnie kubeczek w pełnej krasie



kubek jest lux, szczerze polecamy ...

P.S My witamy jesień w pięknym stylu.  Ja wręcz przepadam, uwielbiam wrzosy. Wrzosy są przecudne.
Dostałam dziś takie od mamy i już pięknie zdobią wnętrze naszego gniazdka. Zobaczcie same...




A z tak zwanych staroci to tyle, że wciąż mam tyle pracy że nie wiem jak ja to wszystko ogarnę i na kiedy, już wiem że otwarcie sklepu przesunie się co najmniej tydzień do przodu. Ale co nie ma być falstart tylko ma być tak jak sobie wymarzyłam i ma być cudnie. 

Ale tak jest kiedy mama ma na głowie dosłownie wszystko. I co?  I nic trzeba wziąć na klatę, nawet jak jest ciężko. 

A jak u was ?
Jakich kubeczków używają teraz Wasze pociechy?
pozdrawiam jak zawsze ciepło
juSia




niedziela, 22 września 2013

życiowy rollercoaster !

Muszę przyznać, że moje życie jeszcze nigdy nie miało takiego tempa jak teraz.
Ciągle coś się dzieje, doba jest za krótka.
Tysiąc pomysłów i myśli na minutę.

Jeszcze chyba nigdy nie byłam tak zapracowana.
Zarobiona.
Zmęczona.

Strach, podekscytowanie, zmęczenie, stres, motyle w brzuchu, pozytywne jak i negatywne emocje to cena jaką płacę za spełnianie marzeń.

Razem z mężem otwieramy sklep stacjonarny z artykułami dla maluchów wiadomo - wszechobecne kochane tkaniny minky i piękna wzorzysta kolorowa bawełna, zapragneliśmy mieć to i My.
Poduchy, pościele, kocyki gadżety, wszystko nasze, polskie, dobre gatunkowo, chcemy zgromadzić u siebie świetne polskie marki hand made. Dzielić się tymi dobrodziejstwami z innymi rodzicami.

Pytanie czy to wszystko ma sens? Czy wyjdzie? Czy ja dam radę? Czy warto?
Tyle samo myśli pozytywnych co negatywnych.

Chciała bym pogodzić życie zawodowe i bycie mamą i każdego dnia dawać z siebie wszystko.
Żyć na sto procent, na maxa.
Być najlepszą mamą na świecie.
Wspaniałą żoną.

Ale wiadomo w życiu rożnie, raz na wozie, raz pod wozem. Nie jestem w stanie przewidzieć jak będzie.
Ale przecież do odważnych świat należy. Jak nie spróbuje to się nie dowiem.

Ćwiczeń z Ewką już nie trzeba, ani diety, bo nerwy i stres robią swoje.
W końcu wygrać z polską biurokracją nie jest łatwo...

Julia rośnie w oczach, dalej gotuje pyszne zupy kasztanowe ;)


w międzyczasie znalazłyśmy też sposób na przyjemne mycie ząbków, trochę ciekawsze dla Julki
cel był zacny, coby matce ręce nie usychały :)




Ostatnie dni to mamowanie na pełny etat, sprzątanie, szycie, załatwianie, remontowanie, mebli skręcanie, walka z urzędami, a ja jeszcze cudem znalazłam czas na decoupage, więc pokazuję dla ciekawych.

Szkatuła zrobiona na zamówienie, w prezencie ślubnym dla nowożeńców
na ulotne chwile
jeden z moich ulubionych motywów vintage


Musiałam się wyżalić ;)
pozdrawiam Was mamy !
juSia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...