Lubicie świętować z rodziną? Nasza trójka bardzo.
Wciąż spotykamy się z bliskimi, Julia ma doskonały kontakt ze swoim bratem i siostrami ciotecznymi.
Uważam że to bardzo ważne, żeby trzymali się razem.
A Julka? Wujki, ciocie ? Wszystkich kocha, za wszystkimi przepada, wciąż powtarza ich imiona, ku dumie ojca potrafi nazwać samochody którymi się poruszają. Serio, robi to bezbłędnie.
Wielkimi krokami zbliża się okazja do spotkania ze wszystkimi, do świętowania i do dużej dawki dobrego humoru. Zbliża się ślub mojej siostry i ukochanej cioci Julki.
Dla nas to wielkie rodzinne wydarzenie i powód do dumy, za mąż wychodzi ostatnia córka. Wszyscy bardzo się cieszymy, jestesmy pochłonięci przygotowaniami do ceremonii.
Jako że dzieci w naszej rodzinie pod dostatkiem, również im przypadły odpowiedzialne role. Siostrzeniec będzie niósł obrączki, a dziewczynki ... szt 4 będą druhenkami z mini bukiecikami. Wszystkie ubrane w te same groszkowe sukienki, w takich samych białych bucikach.
Ja sama jestem szczęśliwa, bo przypadł mi zaszczyt bycia druhną. Cieszę się że będę towarzyszyła siostrze w tak ważnym dla niej dniu. Niespełna 5 late temu to ona była dwa kroki za mną, poprawiając moją suknię.
To pierwsza taka okazja w której będzie uczestniczyła Julia.
To będzie piękny dzień.
Jestem tego pewna !
czwartek, 24 lipca 2014
niedziela, 20 lipca 2014
Czas na to co ważne.
Odkąd wróciłam do pracy każdy dzień po brzegi wypełniony jest obowiązkami.
Jest tego sporo, wiecie jak u każdej mamy, zawsze doba za krótka, zawsze jest coś do zrobienia.
Ale przychodzi ten czas, czas po pracy, weekend, bądź jakikolwiek dzień wolny i my wyruszamy.
Po prostu wychodzimy z domu i spędzamy swój czas najlepiej jak potrafimy.
I właśnie dziś zrozumiałam co to znaczy zorganizować dziecku czas.
Dziś zrozumiałam, że moje niespełna dwu i pół letnie dziecko nie bawi się tabletem, nie krzyczy że chce mój telefon i jakiegoś gadającego ziemniaka, nie wie kim jest świnka pepa i jej ulubienicą nie jest 'heloł kiti'.
Nie wie, bo nie ma czasu na oglądanie bajek. My nawet nie korzystamy z żadnej telewizji cyfrowej, nie ma sensu płacić za telewizję, której się nie ogląda. Mamy telewizję naziemną, przeznaczoną na deszczowe dni :)
Może nie jestem matką tradycjonalistką, może robię nie tak jak wszyscy, ale kiedy wracam do domu o 17 wcale nie staje do garów, nie gotuję obiadu, nie sprzątam (jeśli znajdę czas robię to wieczorem) po prostu zabieram najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy na rower, na plac zabaw, na lody, do ludzi.
Nasze dni wypełnione są spotkaniami z rodziną i znajomymi na świeżym powietrzu. Spotkaniami, które uwielbiamy my i nasze dziecko.
Owszem kiedy dobiega koniec pracy, zmęczenie daje się we znaki, kręgosłup trochę jęczy od siedzenia przy maszynie ale wszystko mija kiedy pomyślę że przecież szkoda dnia !
I cieszy nas ogromnie kiedy widzimy jej uśmiech na hasło WYCHODZIMY !
Robi siusiu, zakłada buty, zabiera plecaczek i stoi przy drzwiach zadowolona.
Każdego dnia padamy ze zmęczenia, ale jesteśmy szczęśliwi.
Jest tego sporo, wiecie jak u każdej mamy, zawsze doba za krótka, zawsze jest coś do zrobienia.
Ale przychodzi ten czas, czas po pracy, weekend, bądź jakikolwiek dzień wolny i my wyruszamy.
Po prostu wychodzimy z domu i spędzamy swój czas najlepiej jak potrafimy.
I właśnie dziś zrozumiałam co to znaczy zorganizować dziecku czas.
Dziś zrozumiałam, że moje niespełna dwu i pół letnie dziecko nie bawi się tabletem, nie krzyczy że chce mój telefon i jakiegoś gadającego ziemniaka, nie wie kim jest świnka pepa i jej ulubienicą nie jest 'heloł kiti'.
Nie wie, bo nie ma czasu na oglądanie bajek. My nawet nie korzystamy z żadnej telewizji cyfrowej, nie ma sensu płacić za telewizję, której się nie ogląda. Mamy telewizję naziemną, przeznaczoną na deszczowe dni :)
Może nie jestem matką tradycjonalistką, może robię nie tak jak wszyscy, ale kiedy wracam do domu o 17 wcale nie staje do garów, nie gotuję obiadu, nie sprzątam (jeśli znajdę czas robię to wieczorem) po prostu zabieram najpotrzebniejsze rzeczy i ruszamy na rower, na plac zabaw, na lody, do ludzi.
Nasze dni wypełnione są spotkaniami z rodziną i znajomymi na świeżym powietrzu. Spotkaniami, które uwielbiamy my i nasze dziecko.
Owszem kiedy dobiega koniec pracy, zmęczenie daje się we znaki, kręgosłup trochę jęczy od siedzenia przy maszynie ale wszystko mija kiedy pomyślę że przecież szkoda dnia !
I cieszy nas ogromnie kiedy widzimy jej uśmiech na hasło WYCHODZIMY !
Robi siusiu, zakłada buty, zabiera plecaczek i stoi przy drzwiach zadowolona.
Każdego dnia padamy ze zmęczenia, ale jesteśmy szczęśliwi.
Mommy On
piątek, 20 czerwca 2014
Co to znaczy ' siedzieć w domu ' ?
No właśnie nie odpowiem Wam na to pytanie, bo ja nie wiem.
Nie wiem ja i nie wie moja rodzina.
Do siedzenia w domu może nas zmusić ewentualnie deszcz bądź wichura, ale i to nie zawsze.
Choć pogoda tego lata nie jest zbyt hojna i łaskawa to każdy wolny dzień staramy się spędzić we troje.
Spędzić czas aktywnie, z przyjaciółmi, znajomymi, nacieszyć się sobą.
Dlatego w tym roku postanowiliśmy spełnić swoje małe marzenia i kupić rowery.
Zakupione zostały dwa drogą internetu dla mnie i monż. Dwa urodziwe, niebieskie bicykle.
Zaczęliśmy też poszukiwania odpowiedniego fotelika dla Julki. Cena właściwie roli nie grała. nowy czy używany nie ważne. Dla nas najważniejszym kryterium było jego mocowanie do ramy roweru oraz to żeby był montowany z przodu.
W oko wpadł model Weeride ponieważ był mocowany na całej długości ramy, nie tylko na kierownicy.
Dodatkowo fajną opcją wydał nam się przód fotelika obity materiałem, zapewne z funkcją ochrony przed ewentualnym uderzeniem i jako podpora dla rąk malucha. Siedzisko również obite miłym i miękkim welurem.
Miejsce na stopy malucha jest regulowane ja kilku wysokościach więc fotelik rośnie razem z maluchem.
Pasy łatwo zapinane z osłonką na ramiona.
Ten model fotelika nie posiada szyby ochronnej mocowanej z przodu, jednak nie stanowi to dla nas większego kłopotu, bo Julka podróżuje w okularach, a podmuchy wiatru nie są na tyle duże by sprawiały dyskomfort
Fakt że fotelik jest zamocowany na całej długości ramy roweru sprawia że pięknie amortyzuje drgania.
Fotelika Weeride używamy od około 3 miesięcy. Nasze wycieczki do najkrótszych nie należą. Maksymalnie jak do tej pory z maluchem zrobiliśmy 26 km i możecie mi wierzyć większej frajdy z jazdy na rowerze u swojej córki nie widziałam. Ona to uwielbia, nie narzeka, nie sygnalizuje że nie wygodnie, nie krzyczy że boli dupka. Nie jest umęczona samą podróżą.
Jeśli zastanawiacie się nad zakupem takiego fotelika to mam nadzieje że ta notka pomoże Wam w wyborze tego odpowiedniego. My zakupu nie żałujemy i polecamy :)
Zobaczcie jak podróżujemy (uwaga dużo zdjęć !)
Nie wiem ja i nie wie moja rodzina.
Do siedzenia w domu może nas zmusić ewentualnie deszcz bądź wichura, ale i to nie zawsze.
Choć pogoda tego lata nie jest zbyt hojna i łaskawa to każdy wolny dzień staramy się spędzić we troje.
Spędzić czas aktywnie, z przyjaciółmi, znajomymi, nacieszyć się sobą.
Dlatego w tym roku postanowiliśmy spełnić swoje małe marzenia i kupić rowery.
Zakupione zostały dwa drogą internetu dla mnie i monż. Dwa urodziwe, niebieskie bicykle.
Zaczęliśmy też poszukiwania odpowiedniego fotelika dla Julki. Cena właściwie roli nie grała. nowy czy używany nie ważne. Dla nas najważniejszym kryterium było jego mocowanie do ramy roweru oraz to żeby był montowany z przodu.
W oko wpadł model Weeride ponieważ był mocowany na całej długości ramy, nie tylko na kierownicy.
Dodatkowo fajną opcją wydał nam się przód fotelika obity materiałem, zapewne z funkcją ochrony przed ewentualnym uderzeniem i jako podpora dla rąk malucha. Siedzisko również obite miłym i miękkim welurem.
Miejsce na stopy malucha jest regulowane ja kilku wysokościach więc fotelik rośnie razem z maluchem.
Pasy łatwo zapinane z osłonką na ramiona.
Ten model fotelika nie posiada szyby ochronnej mocowanej z przodu, jednak nie stanowi to dla nas większego kłopotu, bo Julka podróżuje w okularach, a podmuchy wiatru nie są na tyle duże by sprawiały dyskomfort
Fakt że fotelik jest zamocowany na całej długości ramy roweru sprawia że pięknie amortyzuje drgania.
Fotelika Weeride używamy od około 3 miesięcy. Nasze wycieczki do najkrótszych nie należą. Maksymalnie jak do tej pory z maluchem zrobiliśmy 26 km i możecie mi wierzyć większej frajdy z jazdy na rowerze u swojej córki nie widziałam. Ona to uwielbia, nie narzeka, nie sygnalizuje że nie wygodnie, nie krzyczy że boli dupka. Nie jest umęczona samą podróżą.
Jeśli zastanawiacie się nad zakupem takiego fotelika to mam nadzieje że ta notka pomoże Wam w wyborze tego odpowiedniego. My zakupu nie żałujemy i polecamy :)
Zobaczcie jak podróżujemy (uwaga dużo zdjęć !)
Podróżujecie ze swoimi maluchami ?
Mommy On
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Małe rzeczy.
Wiecie jak teraz jest. Jak wszystko się prędko dzieje, jak szybko żyjemy.
Chwilami dni przez palce uciekają.
I znów ranek i znów noc.
W tym wszystkim najbardziej uwielbiam te małe rzeczy.
Czasem to uśmiech, czasem miłe słowo drugiej osoby, nawet ulubiona piosenka z YT czasami dodaje skrzydeł.
Takie chwile w których myśli się tylko dobrze, tylko pozytywnie, chwile które dają motyle w brzuchu, te które tak bardzo lubię.
Ostatni czas choć szybko zapisuje kartki kalendarza, daje mi wiele do myślenia, pozwala dużo zrozumieć i zmieniać się.
Nie warto nadwerężać wieloletnich znajomości
Nie warto chować urazy
Nie warto, bo życie jest za krótkie, zrozumiałam że to nie jest ważne.
Nie rezygnujmy z tego co daje nam szczęście, co sprawia że czujemy się lepsi.
Skoro w dużej mierze zależy od Nas samych przeżyjmy to życie jak najpiękniej.
niedziela, 27 kwietnia 2014
W dobrą stronę !
Kiedyś taka nie byłam. Kiedyś mogłam trwonić cenny czas, lenić się.
Kiedyś było mi wszystko jedno.
Teraz jestem coraz bardziej świadoma, zmieniam się z każdym dniem.
Szybko podejmuję decyzje.
Nie zastanawiam się.
Brnę do przodu, niczego nie żałuję.
Wyciskam z życia 200 %. W końcu mam je tylko jedno.
Czasem potrafię mieć wyrzuty sumienia że nie wykorzystałam z jakiegoś powodu dnia na maxa. Czasem coś wyskoczy i nie zrealizuję planu który sobie założyłam, przecież bywa różnie.
Ktoś powie ... '' dziwaczka'' ale ja lubię wypełniać swoje godziny rożnymi zajęciami, przyjemnościami, nie lubię być bezczynna, szkoda mojego życia.
Planuję, notuję, zapisuję, marzę i staram się realizować cele które sobie stawiam, a robię to bez przerwy.
Ciesze się że jesteśmy aktywni całą rodziną. Nie siedzimy w domu, nie nudzimy się. Zawsze rowery, spacer, lody, plac zabaw, znajomi, kawa w ulubionej kawiarni, zawsze z ludźmi. Nawet wypad 450 km do Katowic na spotkanie innych blogujących mam , co to dla nas :)
Bo my to po prostu lubimy.
Zamknięci w domu czujemy się źle.
Więc tak to już jest że wszędzie nas pełno. Ale co tam... uwielbiamy to !
Coś mi się wydaje że mojej córce kroi się znajomość na dłużej ;) Słodkie to ! Na zdjęciach uroczy Olek , syn naszych znajomych.
Kiedyś było mi wszystko jedno.
Teraz jestem coraz bardziej świadoma, zmieniam się z każdym dniem.
Szybko podejmuję decyzje.
Nie zastanawiam się.
Brnę do przodu, niczego nie żałuję.
Wyciskam z życia 200 %. W końcu mam je tylko jedno.
Czasem potrafię mieć wyrzuty sumienia że nie wykorzystałam z jakiegoś powodu dnia na maxa. Czasem coś wyskoczy i nie zrealizuję planu który sobie założyłam, przecież bywa różnie.
Ktoś powie ... '' dziwaczka'' ale ja lubię wypełniać swoje godziny rożnymi zajęciami, przyjemnościami, nie lubię być bezczynna, szkoda mojego życia.
Planuję, notuję, zapisuję, marzę i staram się realizować cele które sobie stawiam, a robię to bez przerwy.
Ciesze się że jesteśmy aktywni całą rodziną. Nie siedzimy w domu, nie nudzimy się. Zawsze rowery, spacer, lody, plac zabaw, znajomi, kawa w ulubionej kawiarni, zawsze z ludźmi. Nawet wypad 450 km do Katowic na spotkanie innych blogujących mam , co to dla nas :)
Bo my to po prostu lubimy.
Zamknięci w domu czujemy się źle.
Więc tak to już jest że wszędzie nas pełno. Ale co tam... uwielbiamy to !
juSia
środa, 26 marca 2014
Ona !
Ona, choć tym razem nie Julia.
Jeśli śledzicie bloga, to gdzieś tam po drodze, cyklicznie pojawiały się posty o moich marzeniach i spełnianiu ich. O samozaparciu, wytrwałości w dążeniu do celu. No właśnie, kto nie chciałby spełnić swoich marzeń, chociaż jednego ?
Ja bardzo lubię mieć pomysł na siebie, na życie, w końcu mam je tylko jedno i jestem pewna, że chcę z niego wycisnąć co tylko się da. Żyć na 200 %. Czuję też że potrafię być kreatywna.
Czytacie mnie, wiecie, że firma, że Tulimy, że sklep, że pasja, że z myślą o Julce, że maszyna, że szycie.
O właśnie ! Szycie i maszyna ! Długa historia... a może właśnie nie długa? To w jakim miejscu jestem i to co robię teraz, nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie Ona. Kobieta z wielkim bagażem doświadczeń. Kobieta silna, zdecydowana. Moja mama.
Pokazała mi wszystko, nauczyła, pomagała. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z szyciem, mówiła "spróbuj" , a teraz dzięki niej ta przygoda zmieniła się w pasję i wielką frajdę.
To do niej biegnę, po radę w ważnych sprawach, to z nią nauczyłam się, że kto nie ryzykuje ten nie ma, że trzeba być odważnym w życiu i stawiać na konkrety.
To dzięki niej wstaję rano i z przyjemnością wychodzę do pracy.
Na spotkania w cztery oczy mamy mało czasu. Owszem, brakuje trochę tych chwil sam na sam, ale musze być wyrozumiała, mam jeszcze troje rodzeństwa :) Na szczęście nauczyła też dzielić się.
Czasami jednak się udaje i wtedy, straszliwie mocno cenię sobie te wspólnie spędzone chwile w mojej pracowni, nasze pomysły, choć różne zawsze znajdują wspólny mianownik. Uwielbiam kiedy pracujemy nd czymś razem.
Kiedy ktoś zadaje mi pytanie, skąd, dlaczego, jak to wszystko się potoczyło, z dumą odpowiadam, że zawdzięczam to swojej mamie.
Mamo, dziękuję, że zaszczepiłaś we mnie pasję.
Jeśli śledzicie bloga, to gdzieś tam po drodze, cyklicznie pojawiały się posty o moich marzeniach i spełnianiu ich. O samozaparciu, wytrwałości w dążeniu do celu. No właśnie, kto nie chciałby spełnić swoich marzeń, chociaż jednego ?
Ja bardzo lubię mieć pomysł na siebie, na życie, w końcu mam je tylko jedno i jestem pewna, że chcę z niego wycisnąć co tylko się da. Żyć na 200 %. Czuję też że potrafię być kreatywna.
Czytacie mnie, wiecie, że firma, że Tulimy, że sklep, że pasja, że z myślą o Julce, że maszyna, że szycie.
O właśnie ! Szycie i maszyna ! Długa historia... a może właśnie nie długa? To w jakim miejscu jestem i to co robię teraz, nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie Ona. Kobieta z wielkim bagażem doświadczeń. Kobieta silna, zdecydowana. Moja mama.
Pokazała mi wszystko, nauczyła, pomagała. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z szyciem, mówiła "spróbuj" , a teraz dzięki niej ta przygoda zmieniła się w pasję i wielką frajdę.
To do niej biegnę, po radę w ważnych sprawach, to z nią nauczyłam się, że kto nie ryzykuje ten nie ma, że trzeba być odważnym w życiu i stawiać na konkrety.
To dzięki niej wstaję rano i z przyjemnością wychodzę do pracy.
Na spotkania w cztery oczy mamy mało czasu. Owszem, brakuje trochę tych chwil sam na sam, ale musze być wyrozumiała, mam jeszcze troje rodzeństwa :) Na szczęście nauczyła też dzielić się.
Czasami jednak się udaje i wtedy, straszliwie mocno cenię sobie te wspólnie spędzone chwile w mojej pracowni, nasze pomysły, choć różne zawsze znajdują wspólny mianownik. Uwielbiam kiedy pracujemy nd czymś razem.
Kiedy ktoś zadaje mi pytanie, skąd, dlaczego, jak to wszystko się potoczyło, z dumą odpowiadam, że zawdzięczam to swojej mamie.
Mamo, dziękuję, że zaszczepiłaś we mnie pasję.
Mommy On
Jusia
wtorek, 11 marca 2014
W biegu
Wciąż biegam. Nie wymiękłam. Codziennie udowadniam sobie że dam radę.
W ciągu tych ostatnich dni odkryłam że bieganie to coś więcej niż przebieranie nogami w celu poprawy sylwetki.
Biegnę i jestem w tej chwili sama ze sobą, ze swoimi myślami. Biegnę liczę, analizuję, przemyślam.
Ten czas w samotności to dobry czas, pozwala mi lepiej zrozumieć pewne rzeczy, do innych podejść z większym dystansem, pozwala spojrzeć wgłąb siebie.
Jeśli o 7 rano zobaczycie kogoś w zielonej czapie, ze słuchawkami na uszach to właśnie ja.
Biegnę i czasem sama do siebie się uśmiecham.
Biegnę i śpiewam pod nosem ... tak, tak pewnie niekiedy zbyt głośno , ale co tam :)
Na słuchawkach najczęściej ''Beyonce i Love on top '' bo daje powera
Czasem czuje na sobie wzrok ludzi, myślą '' Że jej się chce tak rano latać po mieście ''
Innym razem, biegnę, próbuję wyminąć babcię na chodniku i zanim zdążę powiedzieć '' przepraszam '' widzę jak ręką robi unik żeby jej torebki nie wyrwać :)
Polubiłam bieganie, serio. I lubię czuć że robię coś dla siebie.
Czuję też, że wiele w moim życiu się zmienia, że ja się zmieniam.
Że stawiam sobie konkretne cele do zdobycia.
Na wiele spraw zaczynam patrzeć z zupełnie innej perspektywy.
Przede wszystkim chce być innym człowiekiem, lepszym człowiekiem .
W ciągu tych ostatnich dni odkryłam że bieganie to coś więcej niż przebieranie nogami w celu poprawy sylwetki.
Biegnę i jestem w tej chwili sama ze sobą, ze swoimi myślami. Biegnę liczę, analizuję, przemyślam.
Ten czas w samotności to dobry czas, pozwala mi lepiej zrozumieć pewne rzeczy, do innych podejść z większym dystansem, pozwala spojrzeć wgłąb siebie.
Jeśli o 7 rano zobaczycie kogoś w zielonej czapie, ze słuchawkami na uszach to właśnie ja.
Biegnę i czasem sama do siebie się uśmiecham.
Biegnę i śpiewam pod nosem ... tak, tak pewnie niekiedy zbyt głośno , ale co tam :)
Na słuchawkach najczęściej ''Beyonce i Love on top '' bo daje powera
Czasem czuje na sobie wzrok ludzi, myślą '' Że jej się chce tak rano latać po mieście ''
Innym razem, biegnę, próbuję wyminąć babcię na chodniku i zanim zdążę powiedzieć '' przepraszam '' widzę jak ręką robi unik żeby jej torebki nie wyrwać :)
Polubiłam bieganie, serio. I lubię czuć że robię coś dla siebie.
Czuję też, że wiele w moim życiu się zmienia, że ja się zmieniam.
Że stawiam sobie konkretne cele do zdobycia.
Na wiele spraw zaczynam patrzeć z zupełnie innej perspektywy.
Przede wszystkim chce być innym człowiekiem, lepszym człowiekiem .
I was here.
Mommy On
Subskrybuj:
Posty (Atom)
