niedziela, 3 lutego 2013

Duet idealny

Hmm, chyba właśnie dowiedziałam się co to takiego 3-dniówka. I uwierzcie mi, nie jest wesoło. Ja chyba nigdy jeszcze nie miałam gorączki sięgającej prawie 40 stopni, a moje dziecko właśnie teraz ma. Strasznie mi jej szkoda że musi się tak męczyć, ale dziś już drugi dzień więc mam nadzieje że jutro choroba minie i nie zostanie po niej ani śladu. To infekcja którą po prostu trzeba przebyć i nie objawia się niczym innym, jak tylko wysoką gorączką. Nie pozostaje więc nic innego jak próbować ją zbić i ulżyć maluchowi.

Teraz o moim odkryciu. Jakiś czas temu pisałam Wam o pędzlach które dostałam na urodziny, jestem z nich bardzo zadowolona. W zestawie było kilka modeli pędzli o rożnym przeznaczeniu, jednak jeden model bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Nie myślałam nawet że będę go używała. Zawsze nakładałam podkład na twarz palcami, do momentu kiedy zobaczyłam filmik Kasi KatOsu w którym nakładała podkład pędzlem. Postanowiłam spróbować i muszę powiedzieć że chyba nie wrócę do nakładania podkładu dłońmi :)


Jest to ścięty pędzel marki HAKURO, podkład nakłada się na twarz, następnie kolistymi ruchami wmasowuje pędzlem.


Odkąd go używam, codzienny makijaż stał się jeszcze szybszy, dokładniejszy, pędzel zapewnia świetne krycie, ma bardzo delikatny włos więc nie podrażnia skóry, aplikacja podkładu nim to przyjemność no  w końcu nie muszę domywać dłoni z podkładu :) 


Teraz pędzel stanowi duet z podkładem Loreal True Match, ale w najbliższym czasie zamierzam wypróbować nowy podkład  Bourjois 123, zobaczymy jak to będzie. Na pewno dam znać czy Burżuj się u mnie sprawdzi, bo podkład to przecież bardzo osobista kwestia.

Mam nadzieję że kiedy ten weekend dobiegnie końca, infekcja Juliśki ucieknie gdzie pieprz rośnie i w domu znów zagości dobry humorek i zabawa.

Ciepło Was pozdrawiam
Czekam wiosny
juSia







środa, 30 stycznia 2013

Let's do it !

Styczeń.

Zimno.

Śnieg.

Wszystko nie fajne, ale za to dobry czas na zrobienie czegoś dla siebie. Czasu jest akurat, bo do wiosny jeszcze chwilkę, a do lata dobrych parę miesięcy. Ale można ten czas bardzo dobrze wykorzystać żeby poprawić swój wygląd i kondycję. I tak właśnie przyjaciółki wydumały siłownie z rollmasażem  :) Ja oczywiście zachwycona pomyślałam czemu nie ! Tak oto dwa razy w tygodniu relaxujemy się masując wszystko co się da na rolkach :) 



Rollmasaż jest niezastąpiony w wygładzaniu skóry, poprawia krążenie i najważniejsze świetnie radzi sobie ze skórką pomarańczową, do tego trochę biegania, trochę orbitreka, platforma wibracyjna tez boska rzecz. 
Idealnie żeby wygładzić skórę przed latem i żeby letnia garderoba prezentowała się jeszcze lepiej. 


Cieszę się również że moja praca pozwala mi wyskoczyć w środku dnia na te dobrodziejstwa.
Zawsze można tez miło spędzić czas z koleżankami, paplania nigdy za wiele. 
Ja lubię te nasze wypady no i oczywiście jestem bardzo zadowolona bo już widać pierwsze efekty.
juSia i jej wszędobylski aparat
towarzystwo oczywiście doborowe 
SMILE !


Oby tak dalej, do lata będzie cud, miód i malinki 

Robicie coś dla siebie? Przygotowujecie się do lata? 

pozdrawiam 
juSia 





poniedziałek, 28 stycznia 2013

Gadżety dla bobasów vol.2

Dziś post specjalne dla mam. Post o tym co przetestowałam i co polecam  co jest godne zakupu. Czasami bardzo proste rzeczy okazują się najlepsze i najbardziej przydatne. Tak właśnie było z ''Pchaczem'' żyrafką który moja mama zakupiła ... tadammm ! w Biedronce za jakieś niewielkie pieniążki. Żyrafka miała służyć do nauki chodzenia. Na początku nie byłam do niej przekonana, po prostu myślałam że Jula się nią nie zainteresuje, moje wątpliwości zostały szybko rozwiane w momencie kiedy Jula miała do wyboru zwykły chodzik  i drewnianą żyrafkę... wybrała żyrafkę. 


Chodzik okazał się nudny i Jula w ogóle go nie zauważa, natomiast przy pchaczu postawiła swoje pierwsze samodzielne kroki.
Teraz już wiem że chodzik to ''ulga'' dla rodzica, bo może włożyć do niego bobasa i nie martwic się że zrobi sobie krzywdę, ale czy uczy zdrowego, poprawnego stawiania kroków? Nie jestem przekonana, cieszę się że chodzik dostałam po innych bobasach i że sama nie musiałam wydawać na niego pieniążków  bo po prostu się nie sprawdził.
Ale żyrafkę polecam wszystkim to  niedroga, drewniana zabawka, wręcz zachwyca swoja prostotą i wspaniale uczy chodzić maluszki, odkąd Jula postawiła przy niej swoje pierwsze kroki, korzysta z niej cały czas, to jest teraz jej sposób na przemieszczanie się po domu. 
Jestem mile rozczarowana, mnie Żyrafiasta (tak ją nazywamy) po prostu zachwyciła.


Jestem pewna że posłuży jeszcze wielu dzieciom w naszej rodzinie, jest solidnie wykonana i niezniszczalna :)
A to Juliśka w akcji :


Następny gadżet, który teraz uważam za niezastąpiony w naszym domu to gumowy śliniak, mój jest bodajże z BabyOno i kosztował 11 zł ale jest świetny. Super nadaje się do jedzenia zupki, posiada kieszonkę do której trafia wszystko to co z jakichś powodów nie trafiło do buzi maluszka :) dzięki temu i body i rajstopki  są czyste. 

Ten model śliniaka sprawdzi się u nieco starszych dzieci, które już siedzą, ze względu na swój rozmiar. Posiada wygodna regulację wielkości na szyjce, dzięki czemu posłuży na dłużej  nie spada, nie rozpina się i najważniejsze nie trzeba go prać, wystarczy umyć pod bieżącą wodą. 



W łatwy sposób można go też zwinąć i schować do torby, nie zajmuje dużo miejsca.
Moja ocena od 1 do 10 to oczywiście 10. Udany zakup. 

Macie takie dziecięce gadżety które okazały się strzałem w dziesiątkę ? 

Pozdrawiam 
juSia

niedziela, 27 stycznia 2013

Odwilż... ?

Lubię zimę, ale kiedy widzę że temperatura spada poniżej -10 stopni, to mam już dość  chciałabym żeby nadeszła odwilż i wiosna, niesamowicie na nią czekam. Mam wrażenie że zimy w Polsce jak nie ma to nie ma, ale jak już się pojawi.... to na długo. Widok z mojego okna (już mi się opatrzył)


Na szczęście styczeń dobiega już ku końcowi, potem tylko luty, marzec i chcę już, długie dni, spacery, świeże warzywa, kwiaty, pikniki, grillowanie ... wszystko chcę ! 

Na razie jednak muszę być cierpliwa i jeszcze trochę poczekać. Wiosna jednak zagościła wcześniej w mojej kuchni w postaci nowiutkich, pięknych, sylikonowych foremek na muffinki, mają cudne kolory i nie mogą kojarzyć się inaczej niż z wiosną, poza tym na pewno spodobają się Julii. Na pewno w najbliższym czasie zrobimy coś pysznego z ich użyciem. Mniam.


Niczyjej uwadze nie może również umknąć fakt że wielkimi krokami zbliżają się Walentynki :) w sklepach już pojawiają się tematyczne gadżety, ja skusiłam się na dwa kubeczki które mam nadzieje będą mi dobrze służyły w pracy, zakup tym bardziej cieszy że za dwa kubeczki zapłaciłam około 7 zł :) to się nazywa okazja. 


A własnie ! Trzeba chyba ruszyć głową i pomyśleć nad oryginalnym prezentem dla mojego Walentego, po kilu latach związku nie łatwo czymś zabłysnąć, ale trzeba się postarać. Ja uwielbiam oryginalne pomysły, coś niebanalnego, wyszukanego, ciekawego ... 

Jakieś pomysły? 

Pozdrawiam 
juSia 

czwartek, 24 stycznia 2013

Marzenie spełnione w pięknym stylu ...

Jak obiecywałam, tak też zrobiłam. Wizyta u tatuażysty zakończyła się pomyślnie i od wczoraj jestem posiadaczką wymarzonego, dla mnie pięknego, jedynego w swoim rodzaju tatuażu. 
Dzięki uprzejmości Adama, mogłam uwiecznić swoim aparatem moment robienia tatuażu. Nie ma się co rozpisywać, zdjęcia będą zdecydowanie ciekawsze :)




i efekt końcowy :)


Z efektu jestem szczerze zadowolona :)

Mój nadgarstek zdobią dla kogoś być może błahe słowa, jednak dla mnie bardzo ważne, to szczęście i duma w pozytywnym tego słowa znaczeniu, to ja, moja rodzina to wszystko co mam najważniejszego w życiu i chcę żeby tak już zostało.

Teraz zostaje tylko dbać o mój nowy nabytek żeby się ładnie wygoił i cieszyć się nim już zawsze :)

p.s druga część urodzinowego prezentu od męża to uczta dla moich zmysłów, coś dla wielbicielek perfum, piękny wiosenny świeży zapach Versace Bright Crystal mmmmmm :) uwielbiam


zdecydowały byście się na tatuaż?
 pozdrawiam
 juSia

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Spełnić jedno marzenie !

Oto postanowienie 24-latki, spełnić jedno ze swoich marzeń. Długo myślałam, zastanawiałam się, rozważałam wszelkie za  przeciw i w końcu zdecydowałam się. Czas zrobić tatuaż !
Zawsze o tym marzyłam i teraz własnie na 24 urodziny juSia postanawia  spełnić tą oto zachciankę.

Zdaję sobie sprawę że to wybór na całe życie, dlatego wszystko dokładnie przemyślałam. Nie jestem tez typem osoby która nie zna umiaru i wiem że skończy się maksymalnie na dwóch małych tatuażach, nie chce ich również nadmiernie eksponować, to ma być coś dla mnie, a nie na pokaz. Chciała bym również żeby było to coś delikatnego, jeśli można to tak nazwać to oczywiście ze smakiem, coś co pasuje do kobiety. Myślę tez że mężczyźni mogą sobie zdecydowanie więcej pozwolić w kwestii tatuażu, ale nie chodzi przecież to żeby bezmyślnie kolekcjonować nic nie znaczące bazgroły. 
Tatuaż będzie miał swoje miejsce na wewnętrznej stronie nadgarstka. 

A więc wizyta u tatuażysty w środę. Będzie to prezent urodzinowy od mojego kochanego męża :)

Do zobaczenia 
pozdrawam 
juSia !

niedziela, 20 stycznia 2013

Skarby bliskie maminemu sercu...

 Każda z nas ma takie przedmioty które przywołują chwile pełne emocji, szczęścia, radości, przedmioty, które sprawiają że chętne sięgamy pamięcią wstecz do momentów bliskich naszemu sercu. wtedy uśmiech na twarzy pojawia się bezwarunkowo. 

Ja zapragnęłam takie własnie chwile utrwalać. Pomysł szkatułki pełnej wspomnień pojawił się wraz z narodzinami mojej córki. Oprócz zdjęć, które uwielbiam i które masowo wywołuję bo kocham kiedy znajdują się w albumie, a nie na komputerze, postanowiłam zebrać w jednym miejscu drobiazgi dotyczące mojej pociechy. 

Zaczęło się w sumie od pozytywnych testów ciążowych, postanowiłam je zachować bo przypominają mi moment w którym dowiedzieliśmy się że zostaniemy rodzicami, uwierzcie mi to była szalona chwila :) do tej pory się śmieję kiedy sobie przypomnę jak skakałam z radości do samego sufitu. 


Jakiś czas temu  sama dostałam od mamy opaski szpitalne, które zakłada się położnicom po porodzie z informacja o dziecku, dla mnie to wspaniała pamiątka i ciesze się że mama mi je przekazała i że nie zaginęły gdzieś w akcji pomimo licznych przeprowadzek. Niestety moje własne z dnia porodu z jakiegoś powodu zabrały położne i niestety już do mnie nie wróciły, zostały mi tylko opaski z cesarskiego cięcia.


W szkatułce obowiązkowo musi znaleźć się również zdjęcie z USG, piękna rzecz, pamiętam jak wyczekiwałam każdej kolejnej wizyty u doktora prowadzącego, z niecierpliwością chciałam zobaczyć na monitorze nasze maleństwo.


Razem z tymi rzeczami w pudełeczku znajdują się również pamiątki które Julia dostała od rodziny na chrzciny. Takie pudełeczko to również dobre miejsce na odbicie stópki i rączki bobasa, pierwszy mleczny ząbek, kępkę włosów z pierwszego strzyżenia
.


Szkatułkę dla córy zrobiłam sama metodą Decoupage, specjalnie ja postarzając przetarciami i spękaniami, pięknie prezentuje się w jej pokoju. Mam nadzieje że kiedy dorośnie z dumą będę mogła przekazać jej szkatułkę pełna skarbów z jej dzieciństwa. 


P.S. Bardzo lubię zdobienie przedmiotów metodą Decoupage, wiec jeśli pragniecie by wasz maluch miał taka osobistą szkatułę pełną wspomnień, mogę taką zrobić na zamówienie wg osobistych upodobań, koszt takiej szkatuły to 35-50 zł w zależności od rozmiaru. Cena odzwierciedla pracochłonność tej techniki. 
Są to przedmioty jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne.

pozdrawiam
 juSia 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...